sobota, 17 maja 2014

Post przeprośny.

Przeprośny, bo nie wyobrażam sobie po kolejnej dłuższej przerwie w pisaniu zacząć nagle znowu wrzucać posty jakby nigdy nic.

Niestety, w tym roku mamy powtórkę z ostatniej wiosny - wyjechałam za granicę i znów nie było możliwości, a później i czasu, by wytworzyć jakieś twórcze posty.
Uroki emigracji - gdy już złapię jakąś systematyczność, znowu wszystko się jebie i trzeba ogarniać się na nowo.

No, w każdym razie tym razem trafiłam na domek, gdzie współlokatorzy jedni mają swój własny internet i dogadaliśmy się w sprawie podziału :)
Inna rzecz, że licho wie, jak długo tu zabawię, ale nad tym będę się zastanawiać jak przyjdzie czas.

Pracuję znów w pralni, z tą samą agencją, tylko miejsce zmieniłam. Teraz zabawiam w mieście członkowskim jednej z największych (wg Wiki) konurbacji w Europie (Randstad), czyli Hilversum.
Nazwa w mojej ocenie brzydka jak sto chujów, ale samo miasto co najmniej urzekające ;)

Są szerokie uliczki z mnóstwem sklepów, dostępne tylko dla pieszych,
są stawiki z łabądkami i gąskami(!?), są śliczne gotyckie (albo neogotyckie albo późnogotyckie,
nie odróżniam tak szczegółowo tych stylów architektonicznych) kościółki ale i stacja kolejowa
i ogromne rowerowe parkingi ;)
Ogólnie po pierwszym wyjściu do naszego małego centrum (mieszkamy na obrzeżach i mamy swoje własne ;)) zaraz przypomniało mi się kochane, urocze Sluis. Co prawda nie ma tu aż tylu kawiarenek, ale ogólna architektura bardzo podobna.

 Mój ulubiony kościółek:


































I jedno z jeziórek :)






















Wraz z łąbądkiem:











I gęsiami, które jak tylko zobaczyłam to przypomniałam sobie ten teledysk Bingo Players i obeszłam dziady szerokim łukiem :x Widać po tej na pierwszym planie, ze ma niecne zamiary!











I rowerowy parking w pobliżu stacji. A ja się jarałam ilością bicykli pod marketem w Eindhoven... ;)












Buziaki!