niedziela, 6 lipca 2014

Hennowanie "na żyda".

Dzień dobry! :)

Jak być może można się domyślić, znów wpakowałam się w miejscówki, gdzie o internecie nikt nie pomyślał.
Działo się przez ten miesiąc dużo; zastanawiam się czy opisywać te swoje przygody -
- ostatecznie Holandia w dzisiejszych czasach żadną egzotyką dla Polaków nie jest i jeśli któryś delikwent zamierza się wybrać, interesujące go informacje znajdzie w kilkunastu miejscach w necie.

Tak więc na razie wrzucam efekty ostatniego farbowania.
Choć każde jest z grubsza takie samo, teraz jadę już na henny oparach ;)
I nie mogłam (nie chciałam) pozwolić sobie na nakładanie papki uczciwie, "jak krem na tort".

Dodatkowo, ciapałam głównie odrosty a resztę specyfiku rozciągałam zawzięcie na całe włosy co by nie wyszedł jakiś wielki kontrast.
Ale z koloru na długości muszę przyznać, że byłam i nadal jestem bardzo zadowolona. Ciekawi mnie, czy ma to jakiś związek z ograniczeniem mycia głowy do co drugiego dnia.

A było tak:











Grzywka - pewnie nikt nie wpadnie, że od lewej mamy foto przed, zaraz po zmyciu papki i po dwudniowym utlenieniu ;)





















Odrosty - przed, zaraz po i po utlenieniu - z fleszem i bzz.

Moim zdaniem różnicy jakiejś wielkiej nie ma - co potwierdza moje wcześniejsze wnioski, że rzadsza henna farbuje tak samo dobrze, jedynie mniej komfortowo się ją nakłada i trzyma.


A na deser moje całe włosy - tak wyglądają po kilku godzinach spędzonych w mieście.





















Pozdrawiam i do rychłego przeczytania :)
Póki co dostęp do sieci mam zapewniony do końca lipca.