środa, 20 lipca 2016

Cykl "Masy" o polskiej mafii.

Widzę ostatnimi czasy taki szał na mafijne opowieści, że powoli zachciewa mi się rzygać.
Niemniej temat jest dla mnie na tyle interesujący, że mimo swojej wrodzonej niechęci
do wszystkiego, za czym gonią tłumy wykupię wsjo, co na obecnej fali powstało.
Dużo mi nie zostało.

Dziś o całej serii Masy.
Dlaczego od razu o całej?
A bo kupiłam za jednym razem i za jednym razem po kolei przeczytałam.
Kwestia 2, może 3 dni.
Każda z tych książek trzyma równy poziom i każda traktuje z grubsza o tym samym,
tylko z różnych perspektyw.



Być może można się już domyślić, że jestem jak najbardziej zadowolona z zakupu.
I nie rusza mnie ewentualność "nabijania kiesy" byłemu gangsterowi
który i tak powinien mieć dość hajsów. Zrobił dobrą robotę, należy mu się.
Inna rzecz, że uważam swoją moralność za zdecydowanie wątpliwą
cykl nie jest więc dla mnie jakimś szczególnym szokiem; bardziej ciągiem lekkich, opowiedzianych ze smakiem historii.

Z kart książki wyłania się naprawdę inteligentny, cwany facet. 
Obdarzony zdolnością do prawidłowej oceny otaczającego świata - zapewne dlatego tak długo utrzymał się na szczytach mafii i spierdolił, kiedy tylko poczuł palący się pod nogami grunt.
Mówi ładnym językiem, ze zgrabnie wplecioną łaciną podwórkową, tworzy spójne,
bogate zdania.
Albo krótkie i wymowne.
Być może się powtórzę, ale uwielbiam inteligentnych ludzi. I cynicznych
Nawet, jeśli są gangsterami.

Książki mają formę wywiadu. Wygląda na to, że dziennikarz i jego rozmówca dobrali 
się jak w korcu maku; z mojej perspektywy treść wygląda jak rozmowa dwojga kolegów. Niezgrabne pytania mogłabym policzyć na palcach jednej ręki.
Podoba mi się też przystępna dla czytelnika forma - mam na myśli ksywki bohaterów 
bez cholernych cudzysłowów, które podnoszą mi ciśnienie w innej książce o tej tematyce (wszystkie te "inne" podsumuję w osobnej notce).

Cóż więcej rzec
Jest dla mnie normalne, że Sokołowski nawet będąc chronionym "koroną" 
nie upubliczni prawdziwych smaczków. Oraz nie opisze sytuacji siebie kompromitujących czy pogrążających. 
Taki dobry gangster, do którego czuje się sympatię.
Zdaję sobie sprawę, że są to opowieści snute tylko z jednej z wielu stron barykady.

I nawet mając tę świadomość przyjemnie jest mi się zagłębić choć w tę część kulis życia 
lat 90. Przecież wtedy dorastałam i pamiętam strzępki wydań wiadomości
w których informowano o kolejnych morderstwach i przestępstwach... 
To wszystko działo się obok!
Pamiętam, jak matka zachwycała się drogimi sokami, które - jak wylazło z wydania - 
- były inwestycją "smutnych panów w czarnych beemkach", w sumie jestem już dobrych 
kilka tygodni po lekturze, a nadal mnie to bawi.
Ciekawe co by na to wtedy powiedziała :)

I choć firma jest już oczywiście w innych rękach, przemianowałam dla siebie markę 
na "gangsterski sok" ;)

Podsumowując, polecam wszystkim ciekawskim.

(PS: Po przemyśleniu treści uważam, że mafia nadal ma się w tym kraju świetnie.)


Pozdrówka!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Włączyłam moderację starszych komentarzy tylko po to, żeby wiedzieć, że jakiś przybył
i móc odpowiedzieć.
Publikuję z grubsza wszystko - komentarze są obrazem Was, nie mnie ;)

Zachęcam do zostawiania uwag i przemyśleń! Możecie robić to również anonimowo.