Mam wrażenie, że w ostatnim miesiącu mniej się ruszałam, choć słupki pokazują co innego.
Okazuje się, czerwiec był aktywny, a i tak moim największym osiągnięciem jest fakt, że
nie przytyłam...
Granica wieku równa 25 lat okazała się dla mnie takim szokiem, że zastanawiam się,
czy w Kryzys Wieku Młodego nie popaść.
Talia: +1 cm
Opona: bez zmian
Biodra: -1 cm
Waga: 60 kg
Przejechane na rowerze: 216, 63 km w 18 godzin, spalone 4693 kcal.
Przejechane na rolkach: 97,07 km w 8,5 godziny, spalone 2945 kcal.
Przehulajhopcowane: 42 minuty. Irytuje mnie ta czynność.
Łącznie: 313,7 km, 27 godzin, 7638 kcal.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiczę.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiczę.. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 lipca 2016
sobota, 4 czerwca 2016
Podsumowanie aktywnościowe: maj 2016.
Jak i ostatnim razem, tak i teraz wróciłam do Ojczyzny z zapasem tłuszczów zmaterializowanych na wypadek ciężkich dni.
;)
Niestety jednak mam już 25 lat i odczuwam pierwsze skutki spowolnionego metabolizmu.
Po ponad miesiącu ćwiczeń i aktywności, choć pomiary pokazują co innego, na zdjęciach nie widać NIC.
Żadnego mniejszego cellulitu, żadnej węższej talii, żadnych zarysowanych mięśni.
Cóż.
Po pierwszym nieprzyjemnym szoku zaciskam zęby i ruszam się nadal.
A oto rachunek sumienia majowy:
Talia: - 3 cm
Opona: - 2 cm
Biodra: + 2 cm
Przejechane na rowerze: 75,12 km w 7 godzin 48 min., spalone 1657 kcal.
Przejechane na rolkach: 109, 35 km w 11 h 37 min., spalone 3446 kcal.
Pograne w babingtona: godzina 18 minut co daje 399 kcal.
Przehulahopcowane: 1 h 12 minut.
Łącznie: 184,5 km, 22 godziny aktywności i 5502 kcal za mną.
Szału nie robi.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Dokonałam odkrycia.
Odbębniłam wczoraj zakupy. Leciałam jak głupia na przystanek, potem rajd po mieście, ogółem jakieś 10 kilasków szybkiego marszu spokojnie zrobiłam, darowałam wiec sobie ćwiczenia. W sumie byłam dość zdechła, spałam tylko 4 godziny.
Ale do rzeczy. Dojście na przystanek zwykle zajmuje mi 17 minut - standardowym dla mnie, bardzo szybkim tempem; wczoraj wyszłam spóźniona i uwinęłam się w 15. Co by nadrobić, starałam się robić jak najdłuższe kroki przy tym samym tempie i - tadam! Dziś powitały mnie zakwasy pod kolanami i na udach.
Nasuwa to chyba dość prosty, jednak dla mnie niezwykle interesujący wniosek: dobre rozciągnięcie mięśni nóg wpływ na długość wykroku!
Nie wiedziałam :)
Ale do rzeczy. Dojście na przystanek zwykle zajmuje mi 17 minut - standardowym dla mnie, bardzo szybkim tempem; wczoraj wyszłam spóźniona i uwinęłam się w 15. Co by nadrobić, starałam się robić jak najdłuższe kroki przy tym samym tempie i - tadam! Dziś powitały mnie zakwasy pod kolanami i na udach.
Nasuwa to chyba dość prosty, jednak dla mnie niezwykle interesujący wniosek: dobre rozciągnięcie mięśni nóg wpływ na długość wykroku!
Nie wiedziałam :)
wtorek, 23 kwietnia 2013
No to lecimy :)
Oto i wreszcie to, o czym od początku zamiarowałam pisać, czyli ćwiczenia.
Nie, nie jestem sportsmenką.
Tak, nie cierpię ćwiczyć.
Nie, nie jestem tłusta.
Tak, jestem sflaczała.
(Tu wyobrażam sobie Grumpy Cata ;D)
Tak więc. Nie chcę pakować, chudnąć, nic z tych rzeczy. Zamierzam trochę ujędrnić ciało, bo wyglądam jak idź i nie wracaj, a najlepiej wcale nie wychodź :x
Robiłam sobie wczoraj sesję "przed". Oczywiście jej nie opublikuję, bo czymże jest sesja "przed" bez sesji "po" ;p
W każdym razie przeraziłam się. Brzydkie, blade, rozpaćkane ciało. Czelulit na dupsku, na udach pućki jak w czasach mojego największego w życiu zadu, który to dumnie nosiłam w gimnazjum. Co ciekawsze, wcale nie przytyłam jakoś szczególnie... Bo również się zmierzyłam wczoraj. I tu kolejny szok, wymiary malutkie a wygląd jakbym się słoniną obwinęła.
Mierzenie będzie co dwa tygodnie. To wczorajsze wyniki:
Udo (w pućku): 49 cm;
Biodra: 88,5 cm;
Talia: 68 cm;
Pod biustem: 80 cm;
Biust: 88 cm;
Ramię: 22 cm (jest moc kuźwa :D)
Wagi nie znam jeszcze, bo nie posiadam ;) mierzę się (he) do zakupu takowej, wybajerzonej, z pomiarem procentowym tłuszczu, mięśni, kośćca i wody. Nie wiem, jak to może być możliwe, ale teraz to już nieważne. Chcę.
Tak, że następnym razem dojdą jeszcze i te dodatkowe pomiary.
Na dietę warzywkową, rybną, wołową itd. mnie póki co nie stać, więc ograniczam się do ograniczenia słodyczy i słodkich napojów. O ile napojów dużo nie żłopię bo zwyczajnie nie lubię, o tyle słodkie to moje wieloletnie uzależnienie. Kupiłam już drożdże piwne żeby sobie pomóc (u mnie działają tylko jedne - Lewitan. Dobrze sprawdzić w składzie, czy produkt zawiera chrom; te mają, Humavit już nie), ale machają mi z parapetu i na tym koniec.
Na temat kondychy się nie wypowiadam, koszmar. Staram się rzucić fajki, ale o dziwo nagle pierwsze o czym rano myślę to papieros -,- no, spróbujemy. Bo inaczej płuca zgubię.
Dziś było 30 minut ruchu (liczę już z rozgrzewką). Cardio przeplatane skakanką. Możecie się śmiać, w dzień założenia bloga łącznie z rozgrzewką było 10.
Nie, nie jestem sportsmenką.
Tak, nie cierpię ćwiczyć.
Nie, nie jestem tłusta.
Tak, jestem sflaczała.
(Tu wyobrażam sobie Grumpy Cata ;D)
Tak więc. Nie chcę pakować, chudnąć, nic z tych rzeczy. Zamierzam trochę ujędrnić ciało, bo wyglądam jak idź i nie wracaj, a najlepiej wcale nie wychodź :x
Robiłam sobie wczoraj sesję "przed". Oczywiście jej nie opublikuję, bo czymże jest sesja "przed" bez sesji "po" ;p
W każdym razie przeraziłam się. Brzydkie, blade, rozpaćkane ciało. Czelulit na dupsku, na udach pućki jak w czasach mojego największego w życiu zadu, który to dumnie nosiłam w gimnazjum. Co ciekawsze, wcale nie przytyłam jakoś szczególnie... Bo również się zmierzyłam wczoraj. I tu kolejny szok, wymiary malutkie a wygląd jakbym się słoniną obwinęła.
Mierzenie będzie co dwa tygodnie. To wczorajsze wyniki:
Udo (w pućku): 49 cm;
Biodra: 88,5 cm;
Talia: 68 cm;
Pod biustem: 80 cm;
Biust: 88 cm;
Ramię: 22 cm (jest moc kuźwa :D)
Wagi nie znam jeszcze, bo nie posiadam ;) mierzę się (he) do zakupu takowej, wybajerzonej, z pomiarem procentowym tłuszczu, mięśni, kośćca i wody. Nie wiem, jak to może być możliwe, ale teraz to już nieważne. Chcę.
Tak, że następnym razem dojdą jeszcze i te dodatkowe pomiary.
Na dietę warzywkową, rybną, wołową itd. mnie póki co nie stać, więc ograniczam się do ograniczenia słodyczy i słodkich napojów. O ile napojów dużo nie żłopię bo zwyczajnie nie lubię, o tyle słodkie to moje wieloletnie uzależnienie. Kupiłam już drożdże piwne żeby sobie pomóc (u mnie działają tylko jedne - Lewitan. Dobrze sprawdzić w składzie, czy produkt zawiera chrom; te mają, Humavit już nie), ale machają mi z parapetu i na tym koniec.
Na temat kondychy się nie wypowiadam, koszmar. Staram się rzucić fajki, ale o dziwo nagle pierwsze o czym rano myślę to papieros -,- no, spróbujemy. Bo inaczej płuca zgubię.
Dziś było 30 minut ruchu (liczę już z rozgrzewką). Cardio przeplatane skakanką. Możecie się śmiać, w dzień założenia bloga łącznie z rozgrzewką było 10.
Subskrybuj:
Posty (Atom)